« Inne historie
 
Isabel

Jak zabawnie było by wypowiedzieć
to imię i popłynąć jego dźwiękiem
do miejsca, gdzie ktoś szuka go
w cudzych ustach – na przykład
nad rzekę, gdzie dziewczyna w wianku
kładzie gorący policzek na kolanach
chłopca. Przez fale przewleka się zmierzch,
a oni patrzą mglistym wzrokiem
w rozpędzoną toń. W oddali widać komin
malowniczej huty podniesionej z gruzów
za unijne środki. Dziewczyna szepcze:
kocha, nie kocha – i obrywa kłoski
z cierpkiej łodygi trawy. Jest maj,
przekwitają kasztany, huczy poniemiecki
most, gdy lokalny pociąg próbuje nadrobić
kwadrans opóźnienia. Powoli milkną barwy
i tylko szpak wykrzykuje całą radość
ptasiego radia... Imię przyniosło nas aż tu
ze światła kartki, jak z wszechświata
przed narodzinami. I tu nas zostawia: